Po długiej nieobecności wracam z opowiadaniem i zdradzę wam, że część ta jest częścią ostatnią ;) Mam nadzieję, że opowiadanie się podobało (a jak nie to "trudno" się mówi )

Dwa tygodnie później.
- Hej dziewczyny. – powitała nas niezwykle uhahana Kacha, gdy siedziałyśmy z Werą pod salą od techniki. Był poniedziałek.
- A ty co tak cieszysz gębkę? – zapytałam zaraz, zastanawiając się nad zdrowiem (i trzeźwością) Kaśki.
- A... Tak jakoś. – odpowiedziała, wyszczerzyła zęby i raz po raz spoglądała na nas obie z jakąś nieuzasadnioną nadzieją w oczach. Gdy zauważyła naszą niemą dezaprobatę, postanowiła, że może zmniejszy trochę uśmiech (dobrze, że na to wpadła, bo oglądanie jej migdałków nie należało do czynności najprzyjemniejszych).
- Ahaa.... –było to bardzo powolne „aha” z nutką niezrozumienia w głosie, które po dłuższej chwili wydobyło się z moich ust.
- Wiecie – nie poddawała się – Mateusz jest strasznie głupi.
- Zmierzasz do czegoś, bo jeśli tak to wiedz, że za minutę dzwonek.
- Nie wiem.... Nie wydaje się wam, że Prawie – Pasa jest dojrzalszy? – zapytała.
- Ok, zrozumiałyśmy. Teraz podoba ci się Lukas. – powiedziała Wera w przypływie rozpaczy i nagłego olśnienia. Przytaknęłam jej w myślach, a Kaśka potwierdziła nasze przewidywania niezwykle uśmiechniętym brakiem odpowiedzi.
- No wiecie... – zaczęła, ale przerwał jej dzwonek. Po tej lekcji nie wracałyśmy jeszcze do przerwanego ostatnio tematu, bo prawdę mówiąc nie chciało nam się z Werą znowu wracać do ciągłego wysłuchiwania „jaki to on jest fajny/przystojny/miły/uroczy/dojrzały” (niepotrzebne skreślić)...(albo wybrać właściwe... łatwiej będzie). Jednak gdy Kasia na obiedzie spotkała Romka, Matiego i Lukasa, zdało mi się, że uderzyła ją jakaś myśl. Zaczęła zwracać się przede wszystkim do Prawie-Łysego-Z-Włosami-Do-Pasa, a on odwzajemniał zainteresowanie. W przerwach między ich dialogiem pojawiały się jakieś głupawe docinki Matiego oraz jego super śmieszne żarty na poziomie przedszkola, z których - rzecz jasna – sam śmiał się najbardziej. I wtedy właśnie Kacha zrozumiała swój błąd – oceniła książkę po okładce (choć w sumie nie wiem jak komuś może spodobać się Pan M. z wyglądu).
            Mijały kolejne dni, a nasze dwa gołąbki zbliżyły się do siebie jeszcze bardziej. Kaśka opowiadała nam na przerwach o tym, że Luke jest „taki dojrzały i w sumie fajny, na pewno lepszy od Mateusza – rozkapryszonego bachora”, a my z Werą obserwowałyśmy rosnąca miłość, która niczym pędy bezkolcej dzikiej róży oplatała serca tych dwoje – Katarzyny i Łukasza... dobra, bo się robi z tego jakieś tandetne romansidło (poza tym nie ma słowa „bezkolca”, a nawet jakby było to dzika róża zawsze ma kolce, pomijając „różę bezkolcową”, której to na myśli autorka na pewno nie miała, bo jak powszechnie wiadomo krytyk zawsze jest mądrzejszy [wyręczam was - wszystkowiedzących komentatorów. Tak, ja też mam google]).
Jakiś czas później (trochę przewijam do przodu żeby nie zamęczać was naszymi rozmowami [z Kachą jest tak, że wszystkie rozmowy kończą się na tym samym, a gdzieś między „chyba on mi się podoba” występuje jeszcze „Ale.. o co chodzi?”), gdy zaczęły się dziać ciekawe rzeczy...
- Kasia! Mówimy ci, że ty też mu się podobasz!!!
- No.. nie wiem.. – po tych słowach (powiedzianych już tysięczny raz z rzędu) miałyśmy dość.
- Dobrze. Niech ci będzie. Wcale mu się nie podobasz, to dlatego prawi ci komplementy, siada przy tobie na obiedzie... bawił się twoimi włosami, aha! No i jeszcze wziął cię wtedy na kolana... Ale na pewno ma inną!- Wera wybuchnęła. A i, no tak, nie mówiłam wam o tych rzeczach, których dostąpił się Luki?.. Cholewa.. Wiedziałam, że o czymś zapomniałam. Bo widzicie, pewnego dnia Katarzyna przyszła do radiowęzła ze swoją gitarą, a po dłuższej rozmowie z Prawie-Pasą doszło do niewielkiej sprzeczki i K. postanowiła wyjść, wtedy nasz Luke złapał ją w pasie i posadził na swoich nóżynach.. to znaczy, Eee... kolanach! z tekstem „Spokojnie maleńka.. Już dobrze” ... Wszystko było by pięknie gdyby tylko nie jeden szczegół. On wszystko popsuł. Bowiem Prawie-Pasa zaraz po tym wydarzeniu zreflektował się i chyba zajarzył, że lekko przesadził (a był przy kolegach: Matim i Romku) i powiedział, że on musi iść, bo się umówił z koleżanką. Bach! Zawalił sprawę... Toteż Kasia chodziła wciąż rozerwana między: kocha, nie kocha. My wiedziałyśmy, że Luki po prostu się wystraszył, że koledzy nie wiadomo co pomyślą, ale osobie zakochanej trudno jest takie rzeczy wytłumaczyć.
- Pytał się o Zuzie... On nic do mnie nie czuje.. Jak wszyscy faceci uważa mnie za kumpla. Jak zawsze... – I tu Kaśka przegięła. Znowu to samo. „Oni nic do mnie nie czują, uważają mnie za kumpla”.. Jasne! I wciąż łażą za nią jak za ostatnią kobietą na Ziemi, z jęzorami wywalonymi na wierzch, wciąż wdając się w swoje głupie końskie zaloty, po których rzeczywiście nie wiadomo czy chłopak chce cię zabić czy cię kocha... Ale my to widzimy, bo miłość można zobaczyć w ich oczach. I tego nie ukryją nawet przysłowiowym „ ciągnięciem za warkocze”. Kiedy mężczyźni zrozumieją, że dziewczynom to się nie podoba i że im chamstwem nie zaimponują (no chyba, że trafi się taka pokroju „dziewczyny brutala”), a jednak duża część nas woli dżentelmenów.. Ale mężczyźni... Oni mają kumpli, przy których nie odstawią szopki z byciem miłym, pomocnym dla dziewczyny... W każdym razie, nie zbaczając już z tematu ( :P) chciałabym kontynuować wcześniejszy wątek, który jak się zaraz przekonacie stanie się przełomem w tej miłosnej historyjce.
- Kacha, my już nie mamy siły tłumaczyć ci, że ty się facetom podobasz i bynajmniej nie jesteś dla nich kumpelą! – skończyłyśmy rozmowę. Miałyśmy z Werą po dziurki w nosie ciągłych narzekań, które od półtora tygodnia wciąż brzmiały tak samo. Wtem Weronika wpadła na pewien pomysł. Było to tego samego dnia na ostatniej lekcji – religii (co akurat mało ma wspólnego z fabułą , ale nie wszystko musi mieć sens, prawda?)
– Kaśka pożycz mi telefon na chwilę, co?
- A po co ci?
- Chce się umówić z Elizą po tej lekcji, a nie mam kasy na koncie.
- Dobra masz, ale uważaj żeby pani nie zobaczyła, bo jak mi zabierze telef...
- Katarzyno, nie rozmawiaj! – katechetka zwróciła uwagę Kasi, po czym w klasie przebiegła fala szumów, z których wydobywały się wyraźne okrzyki dezaprobaty naszych zazdrosnych kolegów (tak się stało, że K. ma najlepszą ocenę z religii ). Weronika wzięła telefon i zaczęła burzliwą konwersację... konwersację po prostu. Po 5 minutach nieco zniecierpliwiona Kasia uznała, że coś jest chyba „nie halo” i postanowiła upomnieć się o swoje materialne dobro w postaci kawałka elektroniki ( i trzeba dodać, że ten kawałek ma całkiem niezły aparat, z czego oczywiście najwięcej korzystam).
- Wera umówiłaś się już?
- Czekaj.
- No, ale zaraz...
- Katarzyno! – katechetce najwyraźniej nie podobało się to, że „ktoś mówi razem z nią”.
- I widzi pani, i jej właśnie chce pani postawić piątkę. To jest niedorzeczne – Kolega Iktor jest chyba najbardziej irytującym elementem naszej klasy.
- Iktor ty to się już nie odzywaj.. A Katarzyna chyba zaraz rzeczywiście usiądzie sama, bo mam już tej gadaniny dosyć.
- No, ale proszę pani.. – K. próbowała się obronić.
- Żadnego „ale”. Ciągle mi przeszkadzasz. Nie dość, że chłopcy cały czas gadają to jeszcze ty musisz? Masz ostatnią szansę. I żebym nie musiała już słuchać twojego gadania.
- Wera oddawaj ten telefon, bo przez ciebie tylko obrywam uwagi.
- Dobra, zaraz... To ważne. – chcąc nie chcąc zajrzałam w panel telefonu.. gadała z Prawie-Pasą. Szepnęłam do niej słówko, ona na to tylko wskazała mi gestem moją rolę w planie: „gęba   na   kłódkę!”. Jeszcze trochę poesemesowała aż w końcu pod koniec lekcji powiedziała Kasi, że gadała z jakimś kolesiem, z którym pokłóciła się Eliza – ogółem rzuciła jakiś pic na wodę. Kacha wzięła komórkę, zadzwonił dzwonek po czym K. wykrzyknęła szeptem:
- Pisałaś z Lukiem?!? – spojrzałyśmy po sobie, przez chwilę mignęła nam przed oczami wizja bliskiej śmierci, więc uznałam za słuszne, brać nogi za pas. Wera pomyślała o tym samym. Zwiałyśmy aż się kurzyło i zatrzymałyśmy się dopiero na przystanku tramwajowym oddalonym od szkoły o dobre 400 m.
- Nie usunęłaś skrzynki odbiorczej?
- Cholera. Nie.
- No ładnie, ale spokojnie Kaśka nic nam nie zrobi.
- No, nie wiem. Boję się Zuza. Ona mnie zabije...
- Co ty w ogóle napisałaś Prawie-Łysemu-Z-Włosami-Do-Pasa?
- To jest dobra historia w ogóle. Bo wiesz, spytałam się Luke’a czy lubi Kaśkę...
- No..
- I on odpowiedział, że tak. A ja się spytałam czy ją lubi... tak bardziej?
- I?
- Odpowiedział, że tak, i że lepiej pogadać na gg. Podał mi swój nr.
- I myślisz, że za to Kacha cię zabije?... Poza tym, wiesz co to oznacza?
- No.. Nie, a co?
- Że Lukiemy się podoba Kaśka i że miałyśmy rację.
- No, tak. To wiem... Rany ciekawe co z tego wyniknie...
Wieczór tego samego dnia...
- Gadałam z Lukasem.
- I co?
- Łap, to nasza rozmowa.- Wera wysłała mi plik z rozmową, której wynik był jednoznaczny: Prawie-Pasie podoba się Katarzyna i skoro już wie, że on jej też to postanawia się z nią umówić!
- Oooo, dzieje się :D
- Hehe.. zeswatałam ich!
- Nie inaczej. Kurczę, pisałam właśnie z Kasią i ona jest nieco.. wkurzona, ale wybaczy ci. Nie martw się. Zresztą dzięki tobie być może nasze dwa gołąbki będą razem.
- Właśnie.
- Ahh cieszę się, że wszystko się tak ułożyło... – rozmowa dotycząca Katarzyny zakończyła się wraz z tym zdaniem później zboczyłyśmy z tematu, ale to już nie jest istotne... Najważniejsze były losy naszych znajomych, które właśnie nabrały nowego tempa i niedługo miały stać się zalążkiem pięknego związku dwóch najbardziej pasujących do siebie osób jakie znam.